| Jak jeszcze byłem kompletnie niedoświatczny to zostao mi kilka petard z karabinku (często się odrywają). Wtedy nie wiedziałem że to od karabinku. Wybuchła mi w ręce, lecz na szczęście była tak słaba że ledwo co poczułem. No i raz zrobiłem proch kapiszonowy i odpalałem go młotkiem. Rozsypywałem go w małych ilościach na kamieniu i waliłem. Później nasypałem ciut za dużo: przez godzinę dzwoniło mi w uszach. No a tak po za tym to było kilka sytuacji że butelka z rakietą(własnej roboty)się przewróciła i poleciała w moją stronę. |